„Kiedy Bóg odciągnął człowieka daleko od wszystkich rzeczy i nie jest on już dzieckiem, który umocnił go napojem łagodności, i podaje zaprawdę twardy chleb żytni temu, który teraz stał się mężczyzną i osiągnął wiek dojrzały – dla człowieka w tym wieku dobre jest i przynosi korzyść pożywienie stałe i obfite, nie potrzebuje on już mleka ani białego chleba – wówczas ukazuje się przed nim droga bezludna, ciemna zupełnie i samotna. Po niej jest prowadzony. Na tej drodze Bóg odbiera mu wszystko, co wcześniej dał. Człowiek jest wówczas całkowicie pozostawiony samemu sobie, tak, że już nic, zupełnie nic nie wie o Bogu. Ogarnia go tak wielki lęk, że nie wie już czy kiedykolwiek był na właściwej drodze. Czy istnieje dla niego jeszcze Bóg, czy nie istnieje, i czy on sam istnieje czy nie. I staje się to dla niego niezwykle męczące, tak męczące, że cały świat wielki wydaje mu się za ciasny. Zupełnie już nie czuje Boga, nic o Nim nie wie, a wszystko inne jest dla niego przykre. Ma uczucie jakby został uwięziony między dwoma ścianami. Z tyłu grozi mu miecz, a z przodu lanca. Nie może ani iść naprzód, ani się cofnąć. Niech więc siądzie i mówi: bądź pozdrowiony Boże, gorzka goryczy, pełna wszelkich łask. Kochać ponad miarę i być pozbawionym dobra, które się kocha będzie mu się wydawało próbą bardziej okrutną niż piekło, gdyby piekło było możliwe na ziemi. Wszystko, co można by wówczas powiedzieć owemu człowiekowi pociesza go tyle, co kamień. Bardziej niż o innych rzeczach nie chce, by mówiono mu o stworzeniach. Im głębsza była jego świadomość i poczucie Boga, tym większe i trudniejsze do zniesienia są gorycz i nędza tego ogołocenia. Odwagi! Pan z pewnością jest blisko. Oprzyj się o pień żywej prawdziwej wiary. Wkrótce wszystko będzie dobrze, ale podczas tej udręki biedna dusza nie może uwierzyć, że te trudne do zniesienia ciemności kiedykolwiek zamienią się w światło. Bądź pozdrowiony Boże, gorzka goryczy, pełna wszelkich łask”.
(Tekst mistyczny Jana Taulera o lęku i nieobecności Boga)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz