sobota, 8 marca 2014

Wybaczenie, noc ciemna w kontekscie Wielkiego Postu.

" O nocy ciemnej pisało wielu wybitnych : Św. Jan od Krzyża i Matka Teresa.
Ks. Dominik Chmielewski w tej konferencji:
http://wyslijto.pl/plik/r3s108z64r379639
 trafnie określa że większość z nas nie doświadcza prawdziwej nocy ciemnej, lecz doświadcza konsekwencji swoich zaniedbań co do duszy.
Noc ciemna przychodzi gdy Bóg widzi że dusza jest gorliwa w modlitwie.
Jeśli ja sam zaniedbuje modlitwę doświadczam nie oczyszczenia duszy wywołanej przez Boga lecz doświadczam konsekwencji swoich zaniedbań duchowych: opieszałości w modlitwie, nie angażowania się w modlitwę. Modlitwa jest powierzchowna dla mnie gdy nie skupiam sie wystarczająco na Moim Bogu, Jezusie. Dusza ludzka szuka Boga i odczuwa brak Boga w swoim pobliżu, to prowadzi do tęsknoty duszy za Bogiem. Dusza odczuwa straszny brak lecz nie wie za czym. nieświadoma że Boga szuka, pcha się w uciechy cielesne, hołduje ciału, baluje imprezuje, szuka rozrywek powierzchownych: TV, komputer, różne gry i zabawy mniej lub bardziej nieprzyzwoite, mniej lub bardziej płoche i głupie. Tym karmi się na chwilę, co przynosi jej czasową przyjemność i pozorny spokój. Po czasie uniesienia mija stan dobrobytu i poczucia sytości. Dusza znów czuje brak (Boga). I tylko Bóg może ten brak zapełnić, lecz dusza nie szuka Boga, bo uciechy świata są łatwiejsze do ujrzenia, szybko sie po nie sięga: po onanizm, alkohol, seks poza małżeński. jest to na wyciągnięcie ręki i nie kosztuje człowieka wysiłku, a daje dużo przyjemności. W życiu nie chodzi o zaspokajanie przyjemności lecz o poszukiwanie prawdziwej radości  w relacji z Jezusem.
Człowiek sam nie osiągne doskonałej zdolności do modlitwy (J 15, 5). Prosić muszę Jezusa by dał mi łaskę pragnienia modlitwy."

Pokuta modlitwy penthos (skruszonego serca , daru łez)
http://www.communiocrucis.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=34&Itemid=56 

To praktyka rzeczywiście zaniedbana! a piękna i dająca pokój serca, nieskończenie lepszą niż przyjemności doczesne. Leżenie na łóżku/podłodze pod osłoną nocy, w cichości pokoju jest formą uniżenia się przed Panem. leże twarzą w ziemi, uznaje swój grzech , tak zrobiłem to i tamto. nie jestem godziem patrzeć na Ciebie Panie. Przypominam sobie Bolesne części różańca: Modlitwa w Ogrójcu, patrez na Jezusa który sie tam modli w ogrodzie Getsemani, On czuwa z Bogiem Ojcem a ja śpie ja te cielęta Apostołowie- wiele razy tak było gdy wolałem nie modlić sie lecz pójść spać, Biczowanie Jezusa, patrze jak bat rozcina jego ciało, krwawi, przeszywający ból rani do kości, krwi coraz więcej, a ja biczuję dalej, biczuję Go moim grzechem , nieczystym, obłudnym, egoistycznym, każdy zadany bat to mój grzech i chwila gdy pławiłem się w grzechu. za każdym razem mojego poczynionego grzechu w życiu kolejny bat pada na Jezusa. Cierniem ukoronowany Ten który był obity, cała skóra spękana pocięta na kilka milimetrów w głąb, jakby nacięta nożem, setki ran ciętych na plecach , piersiach, głowie, nogach rękach, opuchlizny i obrzęki od licznych krwawych ran, całe ciało jest czerwone . Jezus tak siedzi w bezruchu gdyż kazdy ruch jest jak stos żyletek wysypujących się na niego. znów wbijam mu koronę z cierni w głowę, długie ciernie wbijają się w ciało, są mocno utwierdzone, rysują czaszkę pod skórą, to moje grzechy. Ból zadany Głowie Chrystusa, rani go dotkliwie, jest gestem mojego oddalenia rozumem, korona z cierni to te moje grzechy gdy świadomie odrzucam Boga, rozumem pragnę grzechu, mówię tak dla przyjemnosci, tak dla pychy,
Droga krzyżowa, brud i pot, cierpka szata twardy bal na ramieniu Jezusa. Upał i gwarny tłum lżący i plujący na niego, chcieli go wzgardzić w drodze, w okrzykach. To ja, w chwili gdy mam nie pohamowaną satysfakcję z tego że znów zgrzeszyłem, że znów czynię zło dla swoich interesów, dla siebie, lżę Jezusa i pluję w twarz, kopię go gdy mam satysfakcję z decyzji grzechu. wybrałem.
On ilekroć upada pod ciężarem mojej potężnej rozpusty, egoizmu, pychy, tylekroć wstając nie ma prawie sił, ale tyleż razy wstając podnosi i mnie. Mnie podnosi z grzechu który właśnie go powalił!
Nie pojmę tego. mam siłę go powalić mym grzechem lecz On ma siłę by wstać i podnieść siebie i mój krzyż. On go dalej niesie.
Śmierć na krzyżu. Gdy emocje opadają, grzech przemija, zaczynają sie wymówki, które mnie usprawiedliwiają, : zrobiłem ten grezch i tamten bo tak i tak. bo Ona jest zła a on powiedział tamto .
ten grzech który wybieram wbija się w ręce Jezusa, przeszywa jego ciało w okrutnym bólu, widzę jak krew ścieka z drewna, sączy się z rany gwoździa, chszęst nóg przebitych gwoździem odraża. Odraża mnie obrzydliwość grzechu, odraża mnie konsekwencja: ukrzyżowanie Jezusa.
Wybieram grzech wbijam gwóźdź, wybieram grzech wbijam gwóźdź, wybieram grzech wbijam gwóźdź......


Dzięki Craigowi za pomoc.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz